środa, 9 lipca 2014

Rozdział 74.

Audrey's POV:

Było tak, jakbyśmy z Harrym, byli na naszym miesiącu miodowym przez te trzy następne dni. Cały ciężar widocznie został ściągnięty z naszych ramiona w jednym, krótkim dniu i teraz byliśmy niedotykalni. Management nie mógł mówić nam, co mamy robić; tak naprawdę, nikt nie mógł.

Byliśmy jakby zrośnięci ze sobą. Jestem całkiem pewna, że nie oddzielaliśmy się od siebie przez ponad siedemdziesiąt dwie godziny i gdy zazwyczaj wkurzałam się na tego jego nieustające żarty teraz zamiast tego się z nich śmiałam. Były śmieszne (były też okropne, serio), ale z jakiegoś powodu nie mogłam nic na to poradzić, że chichotałam jak głupia.

Więc, gdy nadszedł czas pierwszego koncertu na trasie Where We Are, Harry nie mógł być chyba w lepszym nastroju. Udowodnił to pukaniem w drzwi mojego pokoju hotelowego o godzinie, która była o wiele za wczesna dla mnie, jak i dla mojej siostry.

- Otwierać! - Krzyczał, uderzając w drewno. - Mamy ludzi do poznania i miejsca do odwiedzenia!

Minęła kolejna minuta pukania, zanim byłam w stanie zorientować się, co się dzieje, ale w tym samym czasie, Lydia przewróciła się na łóżku i poszła otworzyć drzwi. Jej cichy głos przetoczył się przez pokój, był pełen złości. - Jest siódma rano.

- Tak, cóż. - Odpowiedział bez tchu. - Ale mamy śniadanie zamówione na 6:45, więc w sumie już jesteście spóźnione. Zabieraj siostrę.

- Wolałbym jeszcze żyć, dzięki.

Usłyszałam ciche prychnięcie Harry'ego, które potoczyło się po korytarzu. - Wiec pozwól mi to zrobić. Jestem nieustraszonym skurwysynem.

- Język! - Krzyknęłam, zakładając kołdrę jeszcze mocniej na głowę.

- Obudziła się!

A potem usłyszałam cichy pisk (pisk, do cholery jasnej) i Harry skoczył w nogi mojego łóżka i szczęśliwie powtarzał moje imię, prawie z czcią. Ale odkąd trwaliśmy w tym naszym miesiącu miodowym, nawet mnie to nie obchodziło.

W rzeczywistości, wynurzyłam się zza kołdry z ostrożnym uśmiechem. - Żadnych porannych uścisków?

Prawie spadł z łóżka, spiesząc się, by mnie przytulić, gdy Lydia patrzyła na nas z głupim uśmiechem. Wszyscy, ona i chłopcy zauważyli, że było o wiele lepiej pomiędzy nami, ale nic o tym nie mówili, pomijając okropne, seksualne żarty Nialla.

Usta Harry'ego były ciepłe na moim policzku. - Pobudka, pobudka, mam gofry i naleśniki i kiełbaski i bekon i całe to przepyszne śniadaniowe jedzenia, które tylko mogłem wymyślić. - Stoczył się ze mnie i odwrócił do Lydii z dzikim uśmiechem. - I oczywiście, czekoladowe mleko dla Lydii.

Pokręciła swoją głową w niedowierzeniu. - Więc, dlaczego jeszcze tego nie jemy?

Cała nasza trójka podreptała do pokoju Harry'ego, gdzie obiecane jedzenie pokrywało każdą możliwą przestrzeń w ogromnym pokoju. Najprawdopodobniej starczyło by go, by nakarmić małą armię i właśnie miałam to powiedzieć, gdy usłyszeliśmy pukanie do drzwi.

Czwórka zaspanych, w rozwichrzonych fryzurach chłopaków weszła do pokoju, każdy z nich w różnych stanach świadomości. Liam, wyglądał, jakby już dawno wstał i wykąpał się, Louis i Niall ciągle utrzymywali ledwo otwarte oczy i byłam prawie pewna, że Zayn po prostu lunatykował.

- Dzień dobry! - Powiedział radośnie Harry, przyciągając mnie bliżej do siebie, gdy weszli. - Dzisiaj wielki dzień.

Jedyna odpowiedź nadeszła od Nialla, była bardzo czuła. - Zamknij się, cioto. Gdzie jest syrop?

Harry skrzywił się, ale podał butelkę syropu bliżej swojego irlandzkiego przyjaciela bez żadnego narzekania. Wszyscy stłoczyliśmy się przy stole, przyciskając swoje krzesła jak najbliżej siebie (niektórzy musieli siedzieć na czyiś kolanach), żeby móc wpasować się w tę wąską przestrzeń przy stole.

To była kompletna katastrofa, naprawdę. Wszyscy próbowali przegadać każdego i krzyczeli by ktoś podał im jakieś jedzenie i kłócili się, gdy uważali, że jedzenia nie zostało podane wystarczająco szybko. Chłopcy obudzili się z ich zaspania i ekscytacja już zaczynała ich uderzać.

Niall uderzył swoimi dłońmi w stół, swoje niebieskie oczy miał szeroko otwarte z podeksctyowania, a blond włosy spłaszczone były na jego czole. - Dzisiejszy wieczór będzie pierdolenie niesamowity.

- Zdrowie! - Dodał Louis, podnosząc swoją szklankę z sokiem pomarańczowym.

- Mam zamiar ostro zaszaleć. Przyniosę mojego segwaya na sceną albo coś, okej?

Najstarszy członek zespołu uniósł brew. - Podczas koncertu?

- Oczywiście. - Prychnął Niall, jakby jeżdżenie segwayem po wyprzedanym stadionie, było czymś normalnym, co robili wszyscy artyści. - I to będzie zarąbiste. A ty będziesz zazdrosny i nie pozwolę ci się przejechać. Więc, co o tym sądzisz, Lewis?

Harry rzucił kawałkiem bekonu w Irlandczyka. - Niall, jesteśmy poważnymi artystami.

- Cóż, teraz ty też nie możesz przejechać się moim segwayem, Harry. I będziesz żałował tego mądralińskiego komentarza. Jedyni, którzy zostali do darmowych przejażdżek segwayem to Zayn i Liam. Czy ktoś z was chciałby coś powiedzieć?

- Jestem zbyt śpiący. - Wymamrotał Zayn. - Nie mogę nawet wymyślić dobrego argumentu.

Liam rzucił tylko Niallowi oszołomiony uśmiech, dobrze wiedział, że Niall, weźmie ze sobą segwaya na scenę i oczywiście, że chciał się na nim przejechać. Mogłam tylko zwijać się ze śmiechu z powodu tej całej sytuacji, czoło chowałam w ramieniu Zayna, by ukryć swoje rozbawienie.

To było właśnie to, co spowodowało, że wszyscy inni wybuchnęli głośnym śmiechem. Harry wyszczerzył się mocniej, niż kiedykolwiek widziałam, a swój uśmiech zaakcenotwał dołeczkami głębszymi niż Wielki Kanion i koślawo wygiął usta. Potem, bez żadnego ostrzeżenia, pocałował mnie.

To nie był prawdziwy pocałunek, bo jego usta jakimś cudem znalazły się na moim podbródku, a ja ciągle się śmiałam, gdyż nie spodziewałam się tego. Ale on tylko zaśmiał się i uniósł swoje usta, tak by delikatnie przycisnąć je do moich, nie byłam pewna, dlaczego to robi, ale robił to i to było mi wystarczało.

***

Chłopcy byli nie do okiełznania. Gdy tylko postawili swoje stopy na stadionie, Louis i Zayn położyli swoje deskorolki i odjechali, Niall zachichotał z radości i chwycił swojego segwaya, a Harry i Liam jakimś cudem uprowadzili wózek golfowy.

Ich energia była cały czas na wysokim poziomie; poziomie, którego nie widziałam od ostatniej trasy prawie osiem miesięcy temu i nawet Paul nie mógł ich uspokoić. Wszystko trwało, dopóki nie przyszła Lou i praktycznie wybłagała chłopaków, by poszli zrobić włosy i makijaż, posłuchali jej; aczkolwiek niechętnie.

Po kolei wchodzili przez drzwi. Wreszcie wszyscy uspokoili się na tyle, by Lou mogła ujarzmić ich krnąbrne włosy. I wtedy, gdy nawet Niall przestał skakać dookoła, wszystko znowu poszło w diabły, bo rodziny i przyjaciele chłopców weszli do pokoju.

Oczy Harry'ego rozświetliły się, gdy zobaczył swoją mamę i siostrę. - Mama! - Ucieszył się i wstał z krzesła, podbiegając do nich, bez nawet sekundy zastanowienia. Po drugiej stronie pokoju, Liam przytulał swoją siostrę i Sophię, a Niall skakał pomiędzy grupą jakiś chłopaków.

Zanim mogłam zauważyć jeszcze kogoś innego w pokoju, dłoń Harry'ego otoczyła mnie, przyciągając mnie i Lydię do swojej rodziny. - No chodź. - Wyszczerzył się. - Są tutaj!

- Przepraszam. Po prostu. Dużo ludzi. - Podeszłam do dwóch, starszych kobiet, niepewna, co mam ze sobą zrobić, pamiętając ostatni raz, gdy je widziałam, między nami ciągle było trochę niezręcznie z powodu tej całej sytuacji z kontraktem.


Ale Harry delikatnie dźgnął mnie w bok i już bez żadnych niepotrzebnych myśli, przytuliłam mocno Gemmę. - Hej, Gemma. Podobają mi się twoje włosy.

Uścisnęła moje ramię, zanim mnie puściła. - Dziękuję!

- Proszę bardzo! - Zaśmiałam się, zanim odwróciłam się do Anne i przyciągnęłam ją w ciasnym uścisku. - Ciebie też dobrze ponownie widzieć. Nie wiedziałam, że przyjeżdżacie. A, to jest moja młodsza siostra, Lydia.

- Niespodzianka. - Odpowiedziała Anne, rzucając mi ciepły uśmiech. - Nie mówiliśmy nikomu. Miło cię poznać, Lydia.

Obserwowałam jak członek mojej rodziny przytula członka rodziny Harry'ego; coś, czego zawsze się bałam, ale teraz nie mogłam być bardziej szczęśliwa, widząc to. - Cóż, wiem, że się cieszy, że tu jesteście.

Anne zaśmiała się w zgodzie. - Cieszy się również, że ty tutaj jesteś. Nie mógł się zamknąć, gdy gadaliśmy przez telefon te trzy dni temu, mówię ci.

- Ostatnio, był w naprawdę dobrym humorze. Po prostu, trasa i te wszystkie zabawne rzeczy. Wszystko jest teraz tak bardzo dobre. - Przerwałam, uśmiechając się na wspomnienie tych trzech dni i perfekcji, która panowała, bez żadnych zasad czy ograniczeń. - I dla nas, tak. Jest dobrze.

I wtedy, wciął się Harry, zarzucając swoje szerokie ramiona dookoła naszych ramion z uśmiechem, tak dużym, że bałam się, że może rozerwać jego twarz. - Więc, o czym sobie tutaj rozmawiacie?

- O tobie. - Prychnęłam. - Jak zawsze.

Nachmurzył się, opuścił usta i rozszerzył oczy i cholera skłamię, jeśli powiem, że to nie była najsłodsza rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam. Tak bardzo chciałam scałować tę głupią minę z jego twarzy, jednak zamiast tego tylko delikatnie dźgnęłam go w policzek, zanim odwróciliśmy naszą uwagę z powrotem do naszych rodzin.

Harry uśmiechnął się do nich mocno. - Jak długo zostaniecie?

- Dzień, albo dwa. - Odpowiedziała Gemma, okręcając swój fioletowy kosmyk na palcach. - Kiedy wyjeżdżacie?

- Ja wiem. Po prostu wsiądę do busa i pojadę.

Przewróciła swoimi oczami ze słodkim spojrzeniem. - Oczywiście, że tak. Jesteś tym wolnym duchem, prawda? Totalny hipster.

- Dlaczego nie pójdziesz pogadać z Ashtonem? - Odciął się Harry, uniósł swoje brwi w szyderczym geście.

- Już to zrobiłam.

- Więc, cóż. - Przerwał, sięgając i bawiąc się końcówkami jej włosów. - Naprawdę muszę iść skończyć swoje włosy, ale widząc to, jak Lou zrujnowała twoje, nie jestem już co do niej taki pewny.

Uśmiech Gemmy tylko się rozszerzył. - Naprawdę za tobą tęskniłam.

- Ja też, Gem. - Zaśmiał się. Potem przytulili się jeszcze raz i Harry był tak strasznie szczęśliwy, że samo patrzenie na niego, powodowało, że ja również byłam szczęśliwa. Długo po tym, po jeszcze paru docinkach i nadrabianiu czasu, mój chłopak został z powrotem wciągnięty w szpony Lou, by mogła skończyć jego przygotowania, razem z innymi chłopcami.

Po kolei, różni przyjaciele i rodziny chłopców wyszchodzili z pokoju, zostawiając ich z życzeniami powodzenia, uściskami i całusami i kierowali się na swoje miejsca, by zobaczyć koncert. Skierowałam się z Gemma i Lydią na bok sceny, gdzie wdrapałyśmy się na jakieś kartony i usiadłyśmy na nich, czekając.

***

Koncert był taki, jak oczekiwałam, a nawet lepszy. Piosenki z nowego albumu brzmiały niewiarygodnie i nawet chłopcy brzmieli lepiej, a Niall naprawdę przyniósł ze sobą tego cholernego segwaya na scenę jakoś w połowie całego koncertu.

Po ostatniej piosence, wszyscy uścisnęli się w spoconym uścisku i zeszli ze sceny. Piątka chłopców, która praktycznie trzęsła się z adrenaliny, gdy biegli korytarzem, śmiejąc się i skacząc jeden na drugiego w podekscytowaniu.

Oczywiście, wszystkie rodziny już czekały na nich, w pokoju na backstage'u, gdzie chłopcy przyjdą, gdy tylko przebiorą się ze swoich scenicznych stroi. Każdy uśmiechał się i śmiał, a ja nie mogłam być już chyba w lepszym nastroju albo bardziej podekscytowana zobaczeniem Harry'ego.

To był najprawdopodobniej najdłuższy czas, gdy byliśmy rozdzieleni podczas tych trzech dni, ale tak naprawdę nie za bardzo się to liczyło, bo Harry cały czas machał mi ze sceny albo robił jakieś śmieszne miny, zanim wracał do swoich solówek. Wszystko było idealne i oczywiście, dzisiaj też był pierwszy raz, gdy zobaczyłam Annie po tych trzech dniach.

Najwidoczniej ukrywała się w tej swojej jaskini lub czymś przed naszą dwójką, ale oto była, profesjonalna jak zwykle z jej notesem i prostymi jak druty włosami. Jej oczy powędrowały po pokoju, zanim spoczęły na mnie i zmarszczyła się w niesmaku.

Fala złości (albo może zazdrości) zalała mnie, ale zanim mogłam coś z tym zrobić, chłopcy wpadli do pokoju. Harry najpierw przytulił Anne, potem kręcił się dookoła rozmawiając z rodzicami i rodzinami chłopców, zanim podszedł do mnie i do Lydii.

- Podobało się? - Spytał i przyciągnął mnie w ciasnym uścisku. - Widziałaś jak się potknąłem?

- Tak i tak. - Zachichotałam, składając pocałunek w zagłębieniu jego szyi. - Wszyscy inni też to widzieli.

Gemma skinęła w zgodzie. - Najwidczoniej nie słyszałeś, jak śmiał się cały stadion.

- Myślałem, że...

- Harry. - Rzucił ostry głos. - Chodź do zdjęcia!

Harry zastygł w miejscu, paznokcie wbijając w moje ciało. Żadne z nas nie wiedziało tak naprawdę, co powiedzieć, gdy Annie wydała z siebie wkurzające prychnięcie i przeszła przez pokój, a jej szpilki stukały z każdym krokiem. - Powiedziałam, chodź do zdjęcia.

Moja buzia otworzyła się w niedowierzaniu, gdy do nas doszła. - Mówisz serio?

- Bardzo serio. - Prychnęła, przyciągając swój notes bliżej do piersi. - Chodź, Harry.

- Jeśli nie pamiętasz...

Kobieta podniosła dłoń w połowie zdania. - Pamiętam, dziękuję. A teraz chodź do zdjęcia, tak jak cię proszę. To nie jest jakieś wielka prośba. Chodźmy.

Lydia wyglądała na kompletnie zmieszaną koło mnie, gdy rzuciła nam wszystkim zakłopotane spojrzenie, zanim odwróciła się i poszła tam, gdzie rozmawiała cała reszta. Podeszłam bliżej do Annie, mój głos obniżył się do warku, a rękę przyczepiłam do Harry'ego.

- Mogłabyś spróbować nie być taka niegrzeczna.

Podniosła swoją brew. - A ty mogłabyś spróbować być profesjonalna. To moja praca.

- Oh, tego nie mogłabym nauczyć się od ciebie. - Wysyczałam.

Nastąpiła pauza, gdy nasza trójka stała w napiętej ciszy, nikt nie był do końca pewny, co powiedzieć w tej sytuacji. Harry wyglądał jakby chciał uciec, za to Annie wyglądała, jakby starannie rozważała, co chce powiedzieć. Ja, z drugiej strony, wyglądałam prawdopodobnie, jakbym była na skraju morderstwa.

Annie popatrzyła na naszą dwójkę wyzywająco, a ja spotkałam jej spojrzenie, zakazując jej, by chociaż powiedziała jedno słowo. Nastała kolejna porcja ciszy, a potem jej ramiona opadły lekko, a ona wzięła głęboki wdech. - Harry. - Powiedziała przez zaciśnięte zęby. - Czy mógłbyś pójść do szybkiego zdjęcia z chłopcami, proszę?

Uśmiechnął się do niej głupio. - Jasne, Anniekinz.

Jej twarz zmieniła kolor na czerwony, jak pomidor, gdy odwróciła się, zostawiając mnie i Harry'ego wybuchających śmiechem. Jego śmiech toczył się głośnym echem przez pokój, gdy pochylił się, opierając swoje czoło na moim ramieniu, ciągle trzęsąc się ze śmiechu.

- Myślę, że muszę iść zrobić zdjęcie. - Wymamrotał, przyciskając swoje usta do mojej skóry, zanim się odsunął. - Tak?

- Nie potknij się, jak będziesz tam szedł! - Zawołałam za nim.

Harry odwrócił się i pokazał mi język, a potem odszedł. Pokazałam mu środkowy palce, gdy z powrotem wrócił do chłopców, delikatnie kręcąc głową w rozbawieniu. Razem, byliśmy niezwyciężeni, ciągle i nie ważne, co zrobi Annie, nie mogła odebrać nam tego, co już mieliśmy.
_______________________________________________
Hej, hej ;*
Jestem ciągle zrozpaczona wczorajszym meczem i dlatego jakieś dziwne to tłumacznie ;c
Przepraszam Was za jakieś błędy czy coś ;))
Następny w piątek! ;)

#muchlove N.

16 komentarzy:

  1. Super rozdział <3 ~Justyna :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. te opowiadanie jest nudne no ale cóż jeden czytelnik mniej to nie problem. :)
    Powodzenua! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama jesteś nudna
      ♥♡Wenus♥♡

      Usuń
  4. cudo gevedibdidfishs / @suprari

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahaha nie mogę z Nialla. Ten jak coś sobie ubzdura, to nie popuści :D
    Annie... Czy ona kiedyś będzie normalna? Wiem, głupie pytanie xd
    Ale mogłaby być milsza w stosunku do Harry'ego i Aud...
    Świetny rozdział i czekam na nexta xx
    A i chciałabym Cię prosić, byś informowała mnie o kolejnych rozdziałach na tym koncie @droowseex ;) bo tamto (@sluumberr) zostało zhakowane ;'( byłabym wdzięczna xx

    @droowseex

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahha Annie chyba się nigdy nie zmieni XD
      Dziękuję i już wszystko zmienione xx

      Usuń
  6. Genialny cudowny i już nie wiem co pisać w tych komentarzach. Pewnie widzisz mnie pierwszy raz bo wcześniej bylam pod inną nazwą
    ♥♡Wenus♥♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I też jestem zawiedziona meczem. Byłam za Brazylią. :'( Ale ty mnie pocieszylaś tym cudownym i blogim rozdzialem
      ♥♡Wenus♥♡

      Usuń
    2. Ah ja dalej nie mogę się pozbierac po 7:1 ;c
      Awww dziękuję <3

      Usuń
  7. I czy oni nie moga byc caly czas tak szczesliwi? No wlasnie ;) idalnie wrocic z wakacji i przeczytac rozdzial ;)

    OdpowiedzUsuń