piątek, 21 marca 2014

Rozdział 18.

Audrey's POV:

- Pije w barze w śródmieściu.

Usłyszałam, jak ktoś głośno wciąga powietrze. - Cóż, myślę, że właśnie tego się spodziewaliśmy. Spotkamy się tam, okej?

- Jasne.

Odłożyłam telefon i pobiegłam do swojego pokoju, szybko zakładając na siebie buty i sweter. Sprintem zbiegłam po schodach i weszłam do auta. Droga powinna zająć mi około piętnastu minut, ale dzisiejszy ruch był straszny. W tą jedną podróż zatrąbiłam na więcej ludzi, niż na wszystkich wziętych w moim życiu. Gdy wjechałam na ulicę, na której znajdował się bar, zobaczyłam mnóstwo paparazzi.

Cholera. Musieli dowiedzieć się, gdzie jest upijający się w samotności Harry. Management będzie wkurzony. Zaparkowałam samochód i poszłam w stronę baru. Paparazzi krzyczeli do mnie, gdy próbowałam przepchnąć się przez tłum.

- Audrey, dlaczego Harry jest sam?!

- Audrey, czy Harry jest alkoholikiem?!

Minęłam ich i wpadłam do baru, szukając Harry'ego. Nie było go tu. Słyszałam, jak paparazzi zaczęli krzyczeć, a parę sekund później czwórka chłopaków weszła do baru, wyglądając na wykończonych.

- Nie mogę go znaleźć. - Powiedziałam słabo. Louis z Niallem zaczęli panikować, a Zayn starał się wszystkich uspokoić.

- Sprawdziłaś łazienkę? - Próbował Lian. Pokręciłam przecząco głową, a on pobiegł na tyły baru, gdzie znajdowały się toalety. Wsunął przez drzwi swoją głowę i przybiegł z powrotem do nas.

- Jest tam, wyrzygując swoje wnętrzności.

Wszyscy westchnęliśmy z ulgą, że go znaleźliśmy. Chłopcy weszli do łazienki. Mogłam usłyszeć, jak rozmawiają z Harrym, starając się go uspokoić.

Po chwili wyszedł Niall, wyglądając na chorego. - Nie znoszę wymiotów. To powoduje, że mi też chce się wymiotować. - Otoczyłam go ramionami i przytuliłam. Mogłam poczuć, jak bardzo był spięty. Po chwili odsunęliśmy się od siebie, ale trzymaliśmy się nerwowo za ręce. Zayn i Liam wyszli z łazienki, wyglądając na pokonanych.

- Kazał nam wyjść. Zostawiliśmy go z Louisem, bo są sobie najbliżsi. - Wyjaśnił Zayn. - Ciągle powtarza też twoje imię.

- Powinnam tam pójść? - Spytałam nerwowo. Wszyscy chłopcy skinęli, a ja poszłam do męskiej łazienki. To był opłakany widok. Harry siedział obok toalety, trzymając się za żołądek. Nagle pochylił się i zwymiotował jeszcze raz, a Louis trzymał jego włosy i głaskał go po plecach.

Gdy skończył, popatrzył na mnie, a jego zielone oczy zaszkliły się, tak jakby dopiero teraz mnie zauważył.

- A ty co tutaj robisz? - Powiedział, aż kipiąc ze złości.

- Harry, musimy pogadać. - Błagałam.

- Co niby zrobisz? Zerwiesz ze mną? - Zaśmiał się opętańczo, a ja żułam wnętrze swojej wargi. - Jesteś żałosna.

- Jak możesz? - Pisnęłam. A moje serce zaczęło bić szaleńczo. - To ty siedzisz na podłodze rzygając, bo trochę się pokłóciliśmy. Jeśli to nie jest żałosne, to nie wiem, jakie jest.

Harry spuścił wzrok na podłogę. - Lou, możesz nas zostawić na minutę? - Spytał cicho. Louis popatrzył na mnie z pytaniem w oczach, ale skinął głową. Uścisnął moją dłoń uspokajająco, gdy wychodził.

Drzwi kliknęły, gdy zamknął je za sobą, a ja i Harry wpatrywaliśmy się w siebie w ciszy.

- Okłamałaś mnie. Uwierzyłem ci, że jesteś inna. Otworzyłem się dla ciebie, bo byłaś tak cholernie uparta, a ja myślałem, że ci zależy. Ale ty jesteś jak wszyscy inni. - Powiedział ostro. A ja podeszłam do niego i uklęknęłam na podłodze koło niego.

- Nie. Nigdy cię nie okłamałam. Gdy powiedziałam, że nie chcę się z tobą dzisiaj spotykać, chodziło mi o to, że byłam po prostu zmęczona i chciałam zostać w ten dzień u siebie w mieszkaniu.

- Naprawdę? Bo "musiałam przyjść tutaj z tobą" zabrzmiało, jakbyś naprawdę nie chciała być ze mną.

Położyłam swoje dłonie na jego policzkach, pociągając jego twarz w górę, by na mnie popatrzył. - Pamiętasz co mi powiedziałeś? Powiedziałeś "proszę, nie skrzywdź mnie". Obiecałam, że nigdy tego nie zrobię. A ja dotrzymuję obietnic.

Harry strzepał moje ręce. - Już za późno Audrey. Dlaczego po prostu nie wyjdziesz?

- Chcę tu z tobą zostać. Chcę ci pomóc.

- ALE JA CIEBIE NIE POTRZEBUJĘ! - Krzyknął, aż mnie cofnęło z zaskoczenia.

- Myślałam, że już przez to przeszliśmy! - Krzyknęłam wkurzona. - Myślałam, że mamy już za sobą te wszystkie "Jestem za dobra, żeby ci pomóc, a ty jesteś tylko moim wrzodem na dupie". Kiedy w końcu dorośniesz i zorientujesz się, że mnie potrzebujesz? Bo naprawdę tak jest. Potrzebujesz mnie tak samo, jak ja potrzebuję ciebie.

- Co to niby ma znaczyć? - Wysyczał.

- Jesteś moim najlepszym przyjacielem. I wiem, że ja jestem twoim.

- Louis jest moim najlepszym przyjacielem. I Zayn. I Niall. I Liam. - Odciął się.

- I Audrey. - Powiedziałam cicho.

- Nie. Nie Audrey. Ty jesteś tutaj, bo musisz być. Jesteś tu, bo podpisałaś kontrakt. Nie wiem, dlaczego pozwoliłem sobie o tym zapomnieć. A teraz wypierdalaj stąd.

- Nie, Harry. - Naśladowałam jego ton. - Mogę zakończyć mój kontrakt w tym momencie. Oni nigdy ci o tym nie powiedzieli. Ale jeśli bym chciała, gdyby praca była zbyt stresująca i gdyby zagrażała mojemu zdrowiu, co możesz mi zaraz zagwarantować, wtedy mogę go zakończyć.

- Więc zrób to.

- Nie.

- Dlaczego nie? - Spytał gorzko. - Dlaczego nie możesz po prostu odejść i zapomnieć o mnie?

- Bo naprawdę mi na tobie zależy? Bo jesteś moim najlepszym przyjacielem? Bo sprawiasz, że jestem szczęśliwa? Bo...

- Bo dostajesz za to kasę. - Urwał mi sarkastycznie. - Właśnie o to chodzi i obydwoje o tym wiemy.

- Nie. Ja tego nie wiem. Wiesz co, Harry? Chcesz usłyszeć coś zabawnego? Nie potrzebuję żadnych pieniędzy. Mam ich mnóstwo. - Wysyczałam.

Wybuchnął śmiechem. - Tak, jasne. Czy ty widziałaś swoje maleńkie mieszkanie?

- Moja babcia zmarła, gdy miałam osiemnaście lat. Zostawiła mi fundusz powierniczy. Mam mnóstwo pieniędzy. Nie lubię ich używać, bo sama chcę na siebie zarabiać. I jeśli chodziłoby o pieniądze, nigdy bym nie zgłosiła się do tej pracy.

- Cholera. - Wymruczał. Popatrzyłam na niego z nadzieją, sprawdzając czy mnie zrozumiał. On popatrzył na mnie rzucając mi groźne spojrzenie. - Chodzi o sławę. O mój boże, byłem taki głupi... - Krzyknął, gdy włożył swoją głowę w dłonie.

- O czym ty mówisz? - Krzyknęłam zdenerwowana.

- Chcesz być aktorką. I byłaś TAKA podekscytowana, gdy ta dziewczyna chciała zdjęcie z tobą. - Zaśmiał się. - Od początku chodziło o rozgłos. Jesteś obrzydliwa.

Popatrzyłam na niego w szoku. Mogłam poczuć, jak łzy zaczęły spływać po mojej twarzy.

- Jesteś obrzydliwa. - Powtórzył. - Opowiedziałem ci o wszystkich, którzy mnie wykorzystali. I wiesz co, jesteś jedną z nich, następną.

Wstał i starał się wyjść z łazienki, ale ja przycisnęłam go do ściany. Popatrzył na mnie w zaskoczeniu.

- Powiedziałam ci prawdę. Powiedziałam ci, że jestem tutaj bo się o ciebie troszczę. Powiedziałam ci, że nigdy cię nie skrzywdzę. - Mój głos się załamał. - Myślałam, że jesteś inny. Widziałam, jak zaczynałeś być coraz lepszym człowiekiem i naprawdę myślałam, że się zmieniłeś. Ale ty pozwoliłeś by twój strach cię kontrolował. Jesteś słaby, i jeszcze samolubny, i nigdy nie pozwolisz komukolwiek pokochać siebie. A ja zakończę mój kontrakt jutro.

W tym momencie, coś we mnie pękło, zaczęłam płakać. Nie mogłam złapać oddechu, nie widziałam kompletnie nic. Wybiegłam z łazienki i przebiegłam przez bar. Praktycznie wyleciałam przez drzwi, w tym samym momencie zostałam zaatakowana przez paparazzi.

Założyłam płaszcz na głowę, starając się zakryć twarz. Słyszałam, jak Harry woła moje imię, potykając się za mną. Nie obejrzałam się. Nie mogłam zobaczyć jego twarzy. Bo wiedziałam, że zobaczę ból w jego oczach, a nie chciałam go widzieć.



Sama nie wiem, jak przedarłam się przez tłum paparazzi. Weszłam do swojego auta, ciągle szlochając. Nie mogłam oddychać. Nic nie widziałam. Moje serce zostało złamane. Po prostu straciłam mojego najlepszego przyjaciela.

Harry's POV:

Szedłem za Audrey, ciągle się potykając, wsadzając moją brodę w płaszcz i popychając paparazzi. Zawołałem ją, ale ona tylko przyspieszyła. W końcu, gdy uwolniłem się z tłumu paparazzi, zacząłem się kręcić się w kółko, chcąc dowiedzieć się, w którą stronę poszła. Ale już jej nie było.

Moje serce roztrzaskało się na kawałeczki, gdy wróciłem do chłopców. Wszyscy przyciągnęli mnie do grupowego uścisku, a potem poprowadzili mnie do auta, którym pojechaliśmy do domu. Ciągle czułem whiskey krążącą w moich żyłach, gdy położyłem się do łóżka.

Po raz pierwszy od dwóch lat, rozpłakałem się.
________________________________________________________
Hej! ;)
No i co Wy na to? Jezu, Aud zerwie kontrakt... Przecież oni mieli być razem! Ughhh... Boże, aż mi się normalnie smutno zrobiło! ;(
Następny w poniedziałek :))

#muchlove N.

PS. Jedno słowo na dole, poproszę <3

22 komentarze:

  1. Super . Czekam na następny . ;**

    OdpowiedzUsuń
  2. jezu płaczę a był tak dobrze :<

    OdpowiedzUsuń
  3. Ryczeee. Już chcę poniedziałek.

    OdpowiedzUsuń
  4. jejciu:((((((
    nie mam nic więcej do powiedzenia oprócz tysiąca smutnych minek:(
    @bizzlethis

    OdpowiedzUsuń
  5. Smutno się zrobiło :'(
    Chce poniedziałek ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku, świetny ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ej no... tak nie może być ;c
    /Madzik

    OdpowiedzUsuń
  8. Noo eii a ja tu miałam nadzieję na to że ona mu powie że zaczyna coś do niego czuć. A tutaj taka drama. Jejj biedna Audrey . Nie płacz maleńka. Będzie dobrze. "Bo po każdej największej burzy najmniejszy promeń musi wyjść"

    OdpowiedzUsuń
  9. No przecież oni się kochają!!! Ja nie moge, ale bym mu przyłożyła, gdyby tak się zachowywał!!! Przecież on ją kocha, na bank, jestem pewna!!!
    Musisz tłumaczyć codziennie bo nie mogę się doczekać !!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Supcio :) Nie zdobęde się na nic więcej bo muszę iść na męczarnie do kuzynki :(

    OdpowiedzUsuń
  11. KTÓRAŚ Z WAS PISZE WŁASNE OPOWIADANIE ? BO JA MAM ZAMIAR ZABRAĆ SIĘ ZA WŁASNE..ALE CHCIAŁABYM POZNAĆ WASZĄ TWÓRCZOŚĆ :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Super rozdzial. Nie moge sie doczekac nastepnego . Ciekawe co dalej bedzie z nasza para. A propo danger's back to kiedy rozdzial 45 bedzie ?

    OdpowiedzUsuń