niedziela, 23 marca 2014

Rozdział 19.

Harry's POV:

- Harry. - Powiedział jakiś głos, delikatnie mną potrząsając. - Harry, musisz się obudzić.

- Odejdź Audrey. - Wymamrotałem, odwracając się. Jej imię przywołało wszystkie wydarzenia poprzedniej nocy, a ja szybko usiadłem na łóżku. Liam stał obok niego, patrząc na mnie. Jego oczy były smutne.

- Pamiętasz? - Spytał cicho. Skinąłem głową i schowałem ją w swoich dłoniach.

- Naprawdę to spierdoliłem, prawda?

- Tak, kolego. Zrobiłeś to. A teraz chodź. - Rozkazał Liam. Wyczołgałem się z łóżka i włożyłam na siebie koszulkę, idąc za nim do kuchni. Reszta chłopaków siedziała wokół kuchennego stołu, pochylając się do siebie i rozmawiając cicho. Liam chrząknął, a wszyscy nagle podskoczyli.

Usiadłem na swoim krześle, pomiędzy Niallem i Louisem. Nasz stół był okrągły, więc wszyscy się we mnie wpatrywali. Nie wiedziałem, jak mam zacząć. - Chłopcy, przepraszam. Ja byłem...

- Zamknij się, Harry. - Powiedział surowo Zayn. Popatrzyłem na niego zmieszany. - Wiemy, że ci przykro, bla bla bla. Wybaczamy ci. A teraz słuchaj.

Louis odchrząknął, by oczyścić gardło i zaczął mówić. - Jesteśmy twoimi najlepszymi kumplami. I chcemy tego, co dla ciebie najlepsze. Na początku, myśleliśmy, żeby wysłać cię na odwyk. Ale to byłoby trochę ekstremalny krok. Więc wszyscy zadecydowaliśmy, że Audrey jest dla ciebie najlepszą pomocą.

- Miała bardzo dobry wpływ na twoje życie. Tak naprawdę, czyniła cię szczęśliwym. A wy, na pewno, jesteście najlepszymi przyjaciółmi. - Powiedział Niall. - Więc masz naprawić to, co się stało między wami.

- Rozmawialiśmy z paroma ludźmi w management'cie. - Kontynuował Zayn. - Musieliśmy flirtować chyba z trzydziestką stażystek przez telefon. Ale dowiedzieliśmy się, że Audrey będzie tam dzisiaj o trzynastej, by zerwać swój kontrakt.

 - Więc nie pozwolisz, by najlepsza rzecz w twoim życiu, tak po prostu odeszła. A teraz idź. - Skończył Liam. - I proszę cię, nie spierdol tego ponownie.

Wgapiałem się w nich, moje oczy były otwarte w szoku. Nie mogłem uwierzyć, w to co usłyszałem. - Która jest godzina?

- 12:43. - Odpowiedział Niall. Zeskoczyłem ze swojego krzesła i wybiegłem przez drzwi. Wskoczyłem do swojego Range Rover'a i odjechałem. Budynek Modest! Management był około piętnaście minut drogi stąd. Mogłem zdążyć.

Zorientowałem się, że ciągle byłem w piżamie i zaśmiałem się histerycznie, a potem zorientowałem się, że mam przed sobą czerwone światło. Wcisnąłem pedał i zahamowałem na stopie. Ruch uliczny utknął. Widziałem korek przez najbliższe pięć kilometrów, spowodowany wypadkiem.

Widziałem, jak zegar tyka. 12:55. Ruch w LA był aż śmieszny, w szczególności w czasie lunchu. W duchu przeklinałem chłopaków, że nie obudzili mnie wcześniej, gdy ciągle wciskałem klakson. - No dalej, ludzie! - Krzyknąłem do nich. 12:59.

W końcu minąłem wypadek i policyjne auta. Szybko wjechałem na parking i zaparkowałem auto. 13:03. Wbiegłem do budynku, zdobywając dziwne spojrzenia od każdego. Walnąłem ręką w biurko sekretarki, a ona aż podskoczyła w szoku.

- W którym pokoju jest umówione spotkanie z Audrey? - Spytałem. A ona wpisała coś do komputera i zacisnęła usta.

- To zamknięte spotkanie. Przepraszam, Panie Styles.

- PO PROSTU POWIEDZ MI, GDZIE JEST! - Krzyknąłem na nią. Biedna pani, wyglądała na wystraszoną.

- Pokój numer 7. - Przełknąłem ślinę. 13:05. Pobiegłem do windy, krzycząc podziękowania przez ramię i wciskając guzik z tysiąc razy, zanim się poddałem. Pobiegłem schodami, biorąc po dwa stopnie. Ciężko oddychałem, gdy wbiegłem na trzecie piętro i zacząłem biec wzdłuż korytarza.

Popychałem ludzi, którzy stanęli na mojej drodze, wytrącając kawę jednemu ze stażystów. Krzyki dobiegały zza mnie, gdy biegłem szybko korytarzem. Pokój numer 7. Wbiegłem przez drzwi o 13:07.

Audrey's POV:

- Panienko Benton, jest pani pewna, że chce to zrobić? - Spytał mnie Simon po raz setny, i po raz setny mój żołądek wywrócił się z poczucia winy.

- Jestem pewna. - Odpowiedziałam drżącym głosem.

- Ostateczna zapłata to 250 tysięcy. Po prostu podpisz na dole i gotowe. - Powiedział cicho.

Annie jęknęła za nim. - Audrey, błagamy cię, daj mu jeszcze jedną szansę. Możemy to naprawić.

Pokręciłam głową, chichocząc żałośnie. - Nie, nie możecie.

Zaparafowałam w wielu miejscach i podpisałam na samym dole, gdy drzwi nagle się otworzyły. Walnęły w ścianę z hukiem, a Harry wpadł do środka. Był w kompletnym nieładzie, ciągle w swojej piżamie. Wyglądał na kompletnie wściekłego.

Spojrzenie, który rzucił Simon'owi i Annie mogłoby zrobić dziury w metalu. Podszedł do mnie, a ja próbowałam unikać jego spojrzenia. Ukląkł na przeciwko mnie. Jego dłonie delikatnie pogłaskały mnie po policzku, przyciągnął mnie do siebie.

- Audrey. - Wyszeptał. - Miałaś rację. Jestem słaby i samolubny i nie zasługuję na miłość. Ale potrzebuję, żebyś ze mną została. Chcę, żebyś wyszła z tego pokoju ze mną, w tym momencie, i wszystko razem naprawimy.

Byłam zaskoczona jego delikatnością. - Harry, nie pozwoliłeś mi sobie pomóc. Jestem już tym zmęczona.

- Obiecałaś. Powiedziałem, że złamałaś obietnicę zeszłej nocy, ale nie zrobiłaś tego. Ale jeśli teraz podpiszesz tę umowę, wtedy ją złamiesz. A powiedziałaś, że zawsze dotrzymujesz słowa. Nie rób tego, Aud. - Błagał. Jego kciuki delikatnie wędrowały po moim policzku, gdy patrzył na mnie uważnie, czekając na moją odpowiedź.

Jego oczy były dzisiaj ciemno zielone. Wpatrywały się w moje, błagając mnie, bym została. Klęczał przede mną, błagał mnie, moje usta już otwierały się, by powiedzieć mu, że zostaję. By powiedzieć mu, że zrobię dla niego wszystko.

Ale zanim zdążyłam się odezwać, zrobił to Simon. - To już się stało, Harry. Właśnie to podpisała.

Harry zabrał swoje ręce z mojej twarzy, otwierając szeroko oczy. Usiadł na podłodze i schował głowę w dłoniach. Słyszałam niski jęk, który wyszedł z jego ust. Mogłam usłyszeć w nim ból. Zraniłam go. Ciche łzy spływały po mojej twarzy.

Nikt się nie odzywał. W końcu podniósł się, nie patrząc na żadnego z nas. Jego szczęka była mocno zaciśnięta, a on przebiegał palcami po swoich włosach, ciągnąc lekko za końce. Oczy Harry'ego napotkały kontrakt leżący na stole, mój podpis ciągle jeszcze błyszczał na dole strony.

Podniósł go, czytając wszystko. Ostro zaczerpnęłam powietrze. Annie schowała głowę w swoich rękach a Simon splótł swoje dłonie. Harry wydał z siebie głośny śmiech, a potem porwał kontrakt na kawałeczki.

- Pieprzyć to! - Zaśmiał się, wyrzucając papierki w powietrze. - Pieprzyć te kawałki papieru. Teraz to już nic nie znaczy. Nigdy tego nie podpisała.

Chwycił moją dłoń i pociągnął mnie za sobą, łącząc nasze palce. Podniósł swoją brew na Annie i Simona, którzy patrzyli na niego zszokowani. - Czy któreś z was ma coś do powiedzenia? Nie? Dobrze. Dzisiejsza sytuacja nigdy się nie wydarzyła. Oczekuję jakieś wiadomości albo email'a przekazującego nam instrukcję, co do dzisiejszego dnia.

A potem wyciągnął mnie z pokoju, zamykając za nami drzwi. Każdy, kogo mijaliśmy na korytarzu gapił się na nas.

Pociągnął mnie w stronę swojego Range Rovera i otworzył mi drzwi, a ja weszłam do środka. Czułam, jak moje dłonie się trzęsą. Milczeliśmy przez całą drogę. Za bardzo się bałam, by coś powiedzieć i zapytać go, dokąd jedziemy.

Zatrzymaliśmy się pod jego domem, a ja odetchnęłam z ulgą, wychodząc z auta. Szłam za nim do domu i minęłam chłopców, którzy wydali okrzyki radości, jednak Harry je zignorował. Uśmiechnęłam się do nich i bezgłośnie wypowiedziałam "dziękuję", a potem podążyłam za Harrym.

Weszliśmy do jego pokoju, a on zatrzasnął za nami drzwi. Odwrócił się ode mnie. Niezgrabnie do niego podeszłam i położyłam swoje dłonie na jego plecach.

- Harry. - Wyszeptałam. Mój głos drżał. Jednak on widocznie rozluźnił się pod moim dotykiem, więc otoczyłam go ramionami wokół jego talii i przycisnęłam twarz do jego pleców. - Dziękuję.

Nie odpowiedział. - Proszę, po prostu coś powiedz. Cokolwiek. - Błagałam. Nastąpiła kolejna chwila ciszy.

- Nie mogę uwierzyć, że to podpisałaś.

- Naprawdę myślałam, że to było to, czego chciałeś. Ale gdy tylko wszedłeś do pokoju, od razu pożałowałam. Powinnam była wiedzieć.

W końcu odwrócił się w moją stronę, przyciągając mnie do siebie w ciasnym uścisku. Schowałam swoją twarz w jego szyi, a on wsadził nos w moje włosy. - Wszystko będzie w porządku, prawda? - Wymamrotał.

- Zawsze. - Wyszeptałam w odpowiedzi. A on puścił mnie i popatrzył na mnie.

- A teraz zabiorę cię do domu. Obydwoje potrzebujemy to wszystko przemyśleć. - Powiedział. Jechaliśmy autem w ciszy, dopóki mój telefon nie zawibrował, na co jęknęłam. - Pozwól, że zgadnę, Annie? - Zaśmiał się.

- Taa.

- Jak mają zamiar naprawić te wszystkie zdjęcia, które paparazzi zrobili zeszłej nocy?

- Napisała, że właśnie napisali coś na naszych kontach. Zaraz to sprawdzę. I chcą, żebyśmy zrobili sobie jakieś zdjęcie, a ty je opublikujesz z jakimś kiepskim podpisem. - Odpowiedziałam, a potem klikałam na swoim telefonie, szukając naszych tweetów. - Okej, mam je. Najwyraźniej wczoraj w nocy napisałeś "Ciężka noc! Ale zawsze potrafimy przez to przejść."

Oboje wybuchnęliśmy śmiechem. - To było kiepskie. - Jęknął Harry. - A co ty odpisałaś?

Otworzyłam swoje konto. - Tego ranka napisałam "Stres zawsze się do ciebie dobierze! Szczęśliwie @Harry_Styles, że zawsze jestem tu dla ciebie."

- Management naprawdę jest do bani. - Wymamrotał.

- Tak. - Westchnęłam. Zatrzymaliśmy się pod moim mieszkaniem i wyszliśmy z auta, robiąc sobie szybko zdjęcie. Było słodkie, ale wiedziałam, że nasze uśmiechy były wymuszone. Pochyliłam się do otwartego okna Harry'ego, gdy wszedł z powrotem do auta.



- Jak masz zamiar je nazwać? - Spytałam.

- Nie wiem, może #notbrokenupstagram. - Powiedział sarkastycznie.

- Management to pokocha. - Zaśmiałam się. Niezręczna cisza wypełniła powietrze pomiędzy nami.

- Dziękuję, za powstrzymanie tego dzisiaj. - Wyszeptałam. Wina ponownie wywróciła mój żołądek, na samą myśl o tym, co prawie zrobiłam. Co tak naprawdę zrobiłam, gdyby Harry tego nie przerwał.

Nie odpowiedział, tylko pochylił się w moją stronę i delikatnie pocałował mnie w policzek, zanim odjechał.
______________________________________________________
No czeeeeść! :))
Prosiliście to jest! ;) No jak dobrze, że jednak wszystko się ułożyło! Harry <3
Ahhh, no i nie wiem, ale mam straszną słabość do tego zdjęcia *.*
Następny postaram się dodać we wtorek, ale nic nie obiecuję, bo teraz mój Dangerowy tydzień, więc to on będzie priorytetem.

#muchlove N.

PS. Cześć, jedno słowo, hej! <3
PS2. Hej, to znowu ja! ;D Mam do was OGROMNĄ prośbę, proszę Was o głos TUTAJ! Dla Was to kilka sekund, a dla mojej księżniczki to naprawdę dużo znaczy! Dziękuję Wam <3


19 komentarzy:

  1. Awwwwwwwwww
    kocham to
    @bizzlethis

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeeeej ^^ Dziekuję że dodałaś rozdział dzisiaj <3 A co do treści to kunaa chcialabym żyć w takim opowiadaniu xD <3 Zajebiste <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Aww.. słodki rozdział :-)
    Fajnie że dodałaś tak szybko :-)
    Czekam na kolejny i powodzenia w tłumaczeniu dangera :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku jak słodko. Ale ją tu czekam na seksy . :)

    OdpowiedzUsuń
  5. awww,w końcu jakiś całusek

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest mega ! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Super dziękuje za tłumaczenie x <333

    OdpowiedzUsuń
  8. Wreszcie się wszystko wyjaśniło . <3

    OdpowiedzUsuń
  9. oo pierwsza? tak chyba jestem pierwsza :D mega :) czekam na kolejny x

    OdpowiedzUsuń
  10. SORRY, ALE ... JE*AĆ DANGERA !

    OdpowiedzUsuń
  11. miałam taką wielką nadzieję, że kiedy już Harry wyciągnął ją z tego pokoju nr 7 to się na nią rzuci i zaczną się całować albo u niego w pokoju, a to było dziwne bo weszli ta tylko i on ją odwiózł, ale strasznie się cieszę, że się pogodzili ;3

    OdpowiedzUsuń
  12. Awww słodziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Oł Maj Gasz juz myślałam, że nie będę miała po co żyć

    OdpowiedzUsuń